Image Hosted by ImageShack.us

Księga (zaraz tam księga) Gości (zaraz tam gości)

2010
luty
styczeń
2009
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2008
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2007
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2006
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2005
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2004
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2003
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2002
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2001
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec

*~*~*~*

Szlaczuniek
(B.S.B.CH.)

CZY TO NORA BYŁA TAK GŁEBOKA, CZY ALICJA OPADAŁA TAK POWOLI
 

Nudą mi tu zionie, za co serdecznie przepraszam. Ale co mam pisać?... że planuję ucieczke do Argentyny z młodszym o 15 lat kochankiem (barmanem, kelnerem, mechanikiem samochodowym)? Nie planuję. Może, może jakies 10 lat i kilogramów temu. Dziś jestem starą, leniwą suką, w dodatku odzywiającą się zimną wczorajszą pizzą. Nie wiem, dlaczego jedzenie wstrętnych rzeczy mi pomaga na duszę. Faktem jest, że pomaga, może dlatego, że odwraca uwagę. Coś w stylu lewatywy, odwracającej uwage od depresji. Niemniej jednak każdy jest zobowiązany mi się wtrącać w moje zatłuszczone tekturowe pudełko i oświadczać „Ty jestes NIENORMALNA!”. No i?... Przynajmniej jestem po cichu nienormalna, nie wspinam się na drzewa i nie skaczę z nich na ludzi. Może dlatego, że nie przepadam za ludźmi.

Przeczytałam świetna książkę „Sztywniak. Osobliwe życie nieboszczyków”. Dawno tak nie wsiąkłam w literaturę popularnonaukową. Autorka ma świetny styl, mnóstwo humoru i autoironii (no ja wiem jak to brzmi, humoru w książce o zwłokach, ahahah, ale naprawdę w DOBRYM stylu, choć TRUDNO to przyjąć na wiarę). Wymiękłam dwa razy: przy obrażeniach ciał ofiar wypadków samolotowych (okej, zrzucajcie sobie zwłoki na szybę samochodowa z szóstego pietra, ale ci ludzie ZYLI, kiedy ich samolot wpadał do oceanu, więc to NIE JEST to samo, jego mać!) oraz przy operacjach przeszczepiania drugiej głowy psom (ludzie to masakryczne mendy, wykręcające się koniecznością postępu naukowego). A poza tym nic mnie nie ruszyło, nawet biznesmeni przyjeżdżający do Chin z termosem na ludzkie embriony, ponieważ zalecono im taką własnie obfita w embriony dietę na chore kolano.

Gdy piszę te słowa, za oknem łagodnie prószy śnieg. A ja łagodnie się zastanawiam, czy jeśli zaraz, teraz, o siódmej rano, wypije butelkę wódki, CAŁĄ, to przestanie mnie to WKURWIAĆ.

 
barbarella 2010-02-08 07:11:33
skomentuj (10)
DZIŚ W KARCIE: CHIEN




- Zupa? Nie, dziękuję, zaczekam na kotlet.

barbarella 2010-02-05 09:44:28
skomentuj (7)
TEZ WYMYSLILI - MIRIAM
 

Wczoraj świstak Phil przepowiedział, że zima potrwa jeszcze co najmniej sześc tygodni.

 

Żałuję, że mnie tam nie było, jak świstak Phil wysuwał pyszczek ze swojej norki. Naprawdę żałuję, bo wzięłabym ze sobą Szczypawkę. Która by się zajęła świstakiem Philem na tyle skutecznie, że nie miałby szans powrotu do norki, ani po to, żeby przedłużać zimę, ani w ogóle po nic innego. Już nigdy.

 

Śnieg prószy! Bo dawno nie prószył, nie?

 

Na ten widok SAMA mi się otwiera strona z nagłówkiem „Połączenia z Madrytem”. Niestety brakuje opcji „NATYCHMIASTOWE połączenia z Madrytem – przenieś mnie, Scotty”.

 

Podawanie obwodu tyłka w calach jest dość stresujące, ale nie aż tak, jak w centymetrach. W centymetrach mi nie przejdzie przez gardło (ani przez palce). Niemniej jednak, mam ochotę iśc do jakiegoś urzędu, pierdolnąć stosem papierów o ladę i zrobić awanturę, że co to w ogóle do cholery jest? Że ja sobie NIE ZYCZĘ, wcale nie mam TYLU lat, TYLU centymetrów w biodrach i TYLE nie ważę, to WY moi państwo macie jakiś koszmarny burdel w systemie, budowanym za moje podatki i natychmiast ma to zostać naprawione, bo jak nie, to poproszę z kierowniczką.

 

Mierzenie obwodu było zresztą bardzo zabawne. Zebra mi kazała. Żebra to mały kategoryczny uberfurerek, jak cos każe, to nie ma że boli. „Jak mam ci zamówić sukienkę, to zmierz sobie dupę i mi przyślij, ile wyszło”. Więc ja w lament. Ona niewzruszona – albo rozmiar, albo nici z tekstyliów. Dobra. Proszę w domu „Daj mi jakąś miarkę, musze się zmierzyć w biodrach”. Dostaję dwie – jedną drewnianą, składaną, a drugą z metalowej taśmy. Już raz prawie sobie obcięłam palec taka metalowa taśmą, więc robię drakę – znajduje się parciana taśma z kołkiem do wbijania w ziemię, ale dobre i to. Kilka dni później opowiadam to ojcu, jako taki nasz mały małżeński żarcik („Uwielbiam te małżeńskie parten gardy!”), z podtekstem „mój mąz zachowuje się czasem jak bezmózgi krocionóg”, po czym mój ojciec robi minę, wyciąga z kieszeni sznurowadło, mierzy się nim w pasie i przykłada do sztywnej, drewnianej miarki. W sensie, że kto tu jest bardziej bezmózgim krocionogiem. Nieee, z nimi człowiek nie wygra. Nie ma sensu nawet próbować. To jest obca rasa. Niby udomowiona umożliwia życie w symbiozie, ale pod ściśle kontrolowanymi warunkami. Zycie z mężczyzną można porównać do pilnowania stale kipiącego garnka z makaronem, do którego ktoś wrzucił stanowczo za dużo makaronu.

 

Nadal porastam galaretą, ale skoro nic nie mogę na to poradzić, to postanowiłam, że będę z tego dumna.

 

barbarella 2010-02-03 10:03:24
skomentuj (23)
NADAL NIEZBYT
 

Jest dupnie i nie będę udawać, że nie jest.

 

Mam taką refleksję, że zjedzenie kurczaka red curry sprzed dwóch dni nie przyczynia się bezpośrednio do wzrostu ogólnego dobrobytu jednostki, a nawet przeciwnie.

 

Dlaczego nikt mi nie powiedział, że Brad się rozstał z Angeliną?

 

Porastam galaretą, drogi pamiętniczku. Co robić?...

 

barbarella 2010-02-01 11:41:51
skomentuj (8)
NIE CHCE MI SIE WYMYSLAĆ
 

W normalnych okolicznościach zima mnie dołuje, a co dopiero.

 

Leżę w piżamie i polewam się syropem klonowym; od czasu do czasu mam ochotę złapac wielką łopatę do odśnieżania, metalową, stanąć na najbardziej zatłoczonym skrzyżowaniu i tłuc wszystkich po głowach.

 

Na szczęscie dotychczas zwycięża piżama. Nie mam sily się złościć. Nie w taki mróz (na cmentarzu musiałam na chwile zdjąc rekawiczkę - nooo!... Doświadczenie z gatunku GRANICZNYCH).

 

Dostałam pierwszą walentynkę.

 

A generalnie to chwilowo kiszka z wodą.

 

(Oczywiście, że psy się kocha z wzajemnością; a nawet ta wzajemność wyprzedza nas o setki kilometrów. Mokre nosy i szczęśliwe ogony to jest to).


barbarella 2010-01-27 11:27:35
skomentuj (11)
NASI MILUSIŃSCY
 

Snia mi się straszne rzeczy, chodze później taka niepozbierana (wiem, wiem, jakbym miała szóstke dzieci, męża pijaka i robote na szóstą rano to bym nie miała głowy do takich FANABERII, wiem).

 

W zyciu z czasem dochodzimy do różnych wniosków, my ostatnio odkryliśmy, ze nasz ukochany Olaf Skurvensson jest kobietą (o imieniu IKEA). Bo jest piękna, wiele się jej wybacza, wydaje na nia mnóstwo szmalu, a ona i tak zachowuje się irracjonalnie.

 

Oczywiście, że znowu się popsuła. Ale jak!

 

Jeździła, jeździła, wszystko w porządalu, została wstawiona pod wiatę, postała grzecznie dwa dni i przeszła jakieś załamanie nerwowe z powodu odrzucenia, bo przy próbie wyjazdu okazało się, ze NIE MA TYLNEGO BIEGU.

 

Tak po prostu. Było, nie ma, jak w tzw. przysłowiowym ruskim cyrku.

 

Faceci się tak nie zachowują – takie akcje BEZ OSTRZEŻENIA.

 

Ponieważ jakby z wiaty nie ma możliwości manewru DO PRZODU i jedyna droga wyjazdu wiedzie DO TYŁU, to N. się okropnie wściekł. Strasznie. Pierwszy raz takie rzeczy mówił na nią. Ze przegięla, że to już koniec. Że podpali, podłoży bombe, rozjebie na kawałki i wywiezie na złom. Takie rzeczy mówił normalnie. Az mnie dreszcze przeszły, bo tak źle między nimi jeszcze nie było.

 

Z drugiej strony – wywlec takie bydlę bez wstecznego, w dodatku oczywiście w śniegu po pas, to jest lekki zonk.

 

W aferę wkroczył mój tatus pacyfista, przeciwny przemocy i gwałtownym emocjom, wsiadł do Ikei i powolutku, po centymetrze, po dwa, sukę cofnął. Okazało się, ze ma wsteczny, ale bardzo słaby. A N. jest trochę za nerwowy na takie akcje.

 

Poza tym mój tatus się przyznał, że cały czas do niej łagodnie przemawiał, żeby się opamiętała, bo za chwilę wyląduje na kupie złomu i już nic dla niej nie będzie mógł zrobić, mimo najszczerszych chęci. I posłuchała go i cofnęła!!!!

 

Jak słowo daję, rozumiem, dlaczego te samochody stoją w muzeum jako dzieło sztuki. BO TO WIELKA SZTUKA JEST nimi jeździć i nie oszaleć.

Stoi u mechanika od wtorku. Właśnie N. mi oznajmił „Lecę do warsztatu, bo z Ikei cos się wylało”.

 

Zdecydowanie, terenówki Rovera to piękne i kosztowne hobby, ale nie SAMOCHÓD. Do zwykłego, przyziemnego jeżdzenia  należy wybrac japończyka. A landrovery można kochac. Bez gwarancji na wzajemnośc, niestety.

 

barbarella 2010-01-22 10:25:33
skomentuj (28)
NA LUDOWO
 

Zbieram się do tych wędlin militarnych, ale to musze mieć filing. Bez filingu mi nie wyjdzie tak jak powinno. To na razie ludowy obiad będzie.

 

Po drodze ze stolicy na nasze skromne włości zbudowali karczmę. Przepiekną. Całe lato układali strzechę, malowali okna, mury się pięły, a robotnicy prężyli na kalenicy (ups!). Ślina nam ciekła, kiedyż otworzą to cudo.

 

Otworzyli.

 

Więc zajeżdżamy.

 

Wita nas ludowy wystrój. Spódnice ludowe przypięte do ściany jak trzeba, żelazka z dusza i bez, hacele figlarnie powbijane w belki (w celu dla mnie niejasnym, no ale). Ludowe ławy twarde jak jasny skurczysyn, no ale w takim ąturazu to chyba tak trzeba. Kelnerki na ludowo, menu a jakże w oprawie z desek. Z kominka się dymi jak jasna cholera.

 

Podbiegła kelnerka. Ważyła niedużo, a jednak cała podłoga dudniła i podskakiwała. Hałasu narobiła jak spory słoń. Trąc oczy bo dym szczypie zamówiliśmy barwnie, ludowo i do śmiechu opisane potrawy.

 

Kelnerka odbiegła z radosnym dudnieniem, powiewając ludową spódnicą.

 

(Deski na piachu, myslę sobie? Bez legarów? Może tak jest bardziej ludowo).

 

I tak sobie posiedzieliśmy z pół godziny, coraz bardziej trąc oczy, pokasłując i nasłuchując, czy aby nie dudni podłoga, co by oznaczało, ze może kelnerka ma dla nas choćby tę zamówioną wode, ale nie, twarda była. Te dziewczyny z ludu tak mają. Twarde serca i skóre na podeszwach. Woda i wino się odstały na barze, zanim nam je przyniosła, a co.

 

Po kolejnej półgodzinie wniesiono dania.

Nie, żeby niesmaczne. Ale np. dośc chłodne. Co zważywszy na czas oczekiwania było niejaką zagadką. Może tez musiały swoje odstać na ladzie, jak ta woda. Bardzo ładnie i elegancko podano mi placki ziemniaczane, usmażone na biodieslu, w dodatku chyba zimnym, bo dość były nasiąknięte tłuszczem.

 

W dodatku – jak się później okazało – oba dania były z jakąś ludową wkładką, która wdała się w ostry konflikt z naszą flora bakteryjną i dośc rączo opuściły nasz organizm.

 

Tak to jest z tymi przydrożnymi karczmami. Bardzo ładnie wyglądają i… bardzo ładnie wyglądają. Można się w nich fotografować (o ile zasłona dymna nie będzie zbyt gęsta), a jeść kanapki albo w przydrożnych barach bez pretensji do ludowości.

 

A szkoda, bo kto by nie wolał kaszy z maślanką zamiast hamburgera?... Okazuje się, że nie jest to jednak takie proste. Ech.

 

barbarella 2010-01-20 14:08:09
skomentuj (20)
DZIWNY BRĄZOWY STWÓR
 

Hanka mówi, ze to NA PEWNO chomik w przebraniu, ale chyba to ta samica kosa jednak. No wiecie co, zawsze mi się wydawało, ze kosy sa PODŁUŻNE, a nie okrągłe. Zgrabniejsze trochę, a nie taka baryła. Z drugiej strony, ja tez kiedyś byłam zgrabniejsza i bardziej podłużna. Może to jest po prostu samica kosa sporo po trzydziestce. I przepraszam uprzejmie, a gdzie jej mąż? Pewnie w delegacji.

 

W zeszłym roku mieliśmy spory ruch w karmniku:

     



Z tego wszystkiego oglądam House’a od początku i wiecie co. Pilot jest zupełnie cudaczny – Cuddy zrobiła House’owi awanturę, że chce podać steroidy, nie mając gotowej diagnozy. Steroidy! Błagam. W trzecim sezonie House mógłby podać steroidy wszystkim świeżo narodzonym niemowlaczkom, bo akurat miałby taką fantazję, a Cuddy by nawet nie pisnęła. Nawet przy robieniu dziur w głowach pacjentów oponuje dośc niemrawo. Poza tym, nie wpadł od razu na to, że pacjentka ma węgorzycę; węgorzyca jest zwykle typowana w pierwszym rozpoznaniu zaraz obok lupusa. Śmieszne to jest, jak Cuddy na niego wrzeszczy i uważa, że ma przewagę. W dodatku jest słabo zrobiona, od drugiego sezonu wygląda o wiele korzystniej.

 

Złota myśl na dziś:

Jak się zje na kolację mega duża torbę chrupków duchów, to przez cała noc boli człowieka brzuch.

 

Zaczęłam nowa serwetkę.

 
barbarella 2010-01-18 08:58:30
skomentuj (14)
KIEDY TA ZIMIA SIE SKONCZY?


N. się trochę zdziwił, kiedy po powrocie z dwudniowej delegacji zastał mnie dokładnie w tym samym miejscu i stroju, w którym mnie pożegnał czterdzieści osiem godzin wcześniej. Jemu się nie mieści w głowie, że można spędzić w piżamie na kanapie dwa dni i dwie noce, oglądając House’a. Bez przesady, w kocu trochę się ruszałam, tak? Żeby odgrzac sobie kolejna porcję skrzydełek z KFC albo iśc nakarmic ptaszki (w tym celu zakładałam rózowe emu, pod kolor piżamy w czerwono – różowa kratę, a na wierzch koc z IKEA).

(Mój tatus nie może pojąc idei butów emu. Nie mieści mu się w głowie, ze współczesne kobiety płacą pieniądze, żeby nosić buty identyczne jak onuce w czasach wielkiego głodu w carskiej Rosji).

No w każdym razie zeskrobał mnie z tej kanapy po dwóch dobach. Ciekawe, czy gdyby wyjechał na tydzień, to bym  już wrosła w mebel na stałe. 

Odkryłam słodycz, który poprawia nastrój i nie mdli: syrop klonowy. Opowiadania Connie Willis tez poprawiają nastrój, szkoda tylko, że tomik zaczyna się od „Ostatniego Winnebago”, na którym to opowiadaniu nie ma siły, żeby się nie popłakać. 

A w karmniku siedzi codziennie taki dziwny ptak, zupełnie okrągły, jak kiwi, brązowy, gardło jaśniejsze, wielkości gołębia, wąski dziób. Co to może być? Jest uprzejmy dla sikorek i bardzo dużo żre. Roboczo nazywamy go „Grubas”.


barbarella 2010-01-17 11:33:28
skomentuj (16)
UGOTUJĘ CI OBIAD, KOCHANIE, A TY ODPOCZNIJ
 

Nie lubię gotować, ale jak słyszę „to ty sobie kochanie odpocznij, a ja zrobię obiad”, to mi się robi słabo.

 

W te sobotę ja sobie odpoczywałam, a mój N. robił dorsza po biskajsku z przepisu Karlosa Arguinano. Czyli:

- przez tydzień studiował wszystkie ksiązki kucharskie;

- wybrał przepis;

- sporządziliśmy listę zakupów;

- kupił zakupy.

 

Po czym:

- wstałam rano i bardzo drobno posiekałam kilogram czerwonej cebuli;

- wypatroszyłam i upiekłam kilogram czerwonej papryki oraz obrałam ją ze skóry;

- po tych wszystkich mało znaczących wstępnych czynnościach przygotowawczych chciałam się położyć pod kocem, tak, jak planowałam, ale zasypano mnie gradem pytań, jako to: „Myślisz, ze powinienem bardziej podgrzać tę cebulę, bo cos słabo się smaży?”; „Zobacz, wrzucać już paprykę czy jeszcze chwilę?”; „A my mamy czym zmiksować ten sos?”; „Tak? A gdzie to mamy?”; „Zobacz, to by była ta końcówka?” oraz „A mamy jakieś naczynie, w którym mógłbym przetrzeć ten sos?”.

 

Właściwie to prawie się położyłam, kiedy ustaliliśmy już, którym narzędziem, końcówką i w którym naczyniu odbędzie się miksowanie sosu. Zwizualizowałam sobie jednak, JAK BĘDZIE WYGLĄDAŁ blat po tym, jak mój ukochany skądinąd małżonek dokona tej prostej kuchennej czynności, zwlokłam się z sofy i sama zmiksowałam.

 

Po czym N. w 10 minut udusił dorsza na oliwie z czosnkiem, polał sosem i oznajmił, że ugotował obiad.

 

Naprawdę bardzo smaczny, nie ma się do czego przypierdolić.

 

Następnym razem, kiedy będzie miał ochotę gotować, spróbuję jakoś tak po cichu WYJECHAĆ. Na miesiąc.

 

barbarella 2010-01-11 12:58:20
skomentuj (85)
 

UWIELBIAM. PRZEPADAM.
Artur Andrus - "Czy ktos z Państwa jest pania Cichopek?"
Dziennik Janusza Palikota - jak dobrze, że znowu pisze!

OSOBNA KATEGORIA
Iza Kuna - piekna, mądra, zdolna, walnięta, a teraz ma swojego bloga!

TĘDY PROSZĘ
Lejdis film taki. Krajowy.

KOBIETY POŁĄCZONE ZE MNĄ KOSMOSEM
SoSo Mała pyskata
Haniuta Po prostu KRÓLOWA

SPESZL PRODŻEKT
Lejdis Kobiety w sieci

FAJNE CHŁOPAKI
Change Jedyny rozsądny w tym towarzystwie
Motyl Mowią, że mięsko
Chrabja PATRON
Obly Nadzdolny z pięknym umysłem w technikolorze
KaBeBe Lubi intelektualistki ;)

FAJNE DZIEWCZYNY
Ida - Nagły Atak Skupienia
Dr-Lecter Dziewczynka z pełnymi pokładami optymizmu
Krokodyl Dziewczynka z Krokodylem
Cot Dziewczynka z wartkim piórem
Toffi Dziewczynka z poczuciem humoru
Chuda Dziewczynka i trzech chłopców
Cloudy Dziewczynka z mężem
Pierzynka Dziewczynka z czerwonym winem
Nina Dziewczynka w Kaliforni
Sistermoon Dziewczynka w Irlandii
Zupa Dziewczynka z mieszkaniem
McDalenka Dziewczynka z Aurelką
Cashew Dziewczynka z Orzechami
Pierwsza Dyktuje trendy
Martucha Aniołek Charliego z twarza Dymnej
Hania Mądra dziewczynka
June Dziewczynka z przemyśleniami

MOJA KREW!
Młoda Zebra Kroi małe gryzonie za pieniądze podatnika